Mazda CX-30. To kompakt, crossover, a może kompaktowy SUV?

Mazda CX-30. To kompakt, crossover, a może kompaktowy SUV?

Mazda CX-30 i kamień filozoficzny... KODO!

Stylizacja Mazdy CX-30 bez wątpienia wyczerpuje założenia współczesnego języka stylistycznego japońskiej marki i bez wątpienia odwołuje się do mniejszego CX-3 i większego CX-5. Tylko czy jest idealna? Na pierwszy rzut oka kierowca zwróci uwagę na nieco zbyt długi przód i nieco za skromny tył. Dość szybko odkryje jednak, że w tym szaleństwie jest pewna metoda. Długi przód pozwolił inżynierom na jeszcze lepsze zaznaczenie przetłoczenia idącego przez całą linię boczną. Co więcej, stał się też domem dla umieszczonych we wgłębieniu reflektorów czy pięknie zaakcentowanego grilla.

Mazda ma stylistycznie pewną magię. Współczesne modele wyglądają zupełnie tak, jakby pudełkowate nadwozia znane z modeli marki w latach osiemdziesiątych, dziś stały się bazą do pracy dla motoryzacyjnych rzeźbiarzy. To trochę moto-sztuka ręcznego tworzenia designu nadwozi.

Mazda CX-30: nowocześnie, ale bardzo analogowo

Tył? Tył nadal jest "czysty" stylistycznie, a jednocześnie sportowy. Podobać się mogą lampy. Podkreślenie ich za pomocą czerwonej linii świateł postojowych sprawia, że wyglądają trochę jak oczy ze zmarszczonymi brwiami. Wnętrze? Japończycy poszli tropem stonowanych i ciemnych kolorów, serii obłości oraz minimalizmu. Ilość przycisków na konsoli jest ograniczona praktycznie do panelu sterowania nawiewami. Reszta trafiła do ekranu multimedialnego, który steruje się nie do końca intuicyjnym pokrętłem. Jakość materiałów? Deska rozdzielcza jest wyłożona miękką i miłą w dotyku skórą syntetyczną. Całość została dobrze spasowana.

Mazda CX-30 nie jest demonem przestrzeni. Mimo wszystko to samochód, który zabierze na pokład nawet cztery dorosłe osoby i więcej niż rozsądne 430 litrów bagażu. Tym samym sprawdzi się w mieście i od czasu do czasu podczas dłuższego wyjazdu.

Mazda CX-30. To kompakt, crossover, a może kompaktowy SUV?

We wnętrzu Mazdy CX-30 nie do końca rozumiem jedno. Japończycy wcisnęli między zegary 7-calowy ekran. Ten nadal jednak wygląda jak analogowy wskaźnik prędkości. Japończycy nie boją się nowoczesności, ale wyraźnie uznają że świat analogowy jest bardziej funkcjonalny.

Zobacz również:

Mazda CX-30 - podwyższany, ale nadal kompakt

Osobiście bardzo dobrze czułem się za kierownicą Mazdy CX-30. Powód? Konsola otaczała mnie szczelnie, a jednocześnie była minimalistyczna i pięknie zaprojektowana. Czułem się jakbym prowadził samochód sportowy, a nie SUV-a czy crossovera. A zajęcie miejsca w wygodnym fotelu to tak naprawdę dopiero preludium dla zachowania na drodze. CX-30 prowadzi się jak hatchback - nie ma praktycznie żadnej maniery znanej z nieco zbyt miękkich crossoverów. Tak, ma za sztywno zestrojone zawieszenie, ale przez to uwielbia ciasne i szybko pokonywane estakady, a do tego proponuje sporą pewność prowadzenia.

Mazda CX-30 prowadzi się jak sportowy hatchback. I o ile japońscy inżynierowie cenią precyzję prowadzenia, o tyle stawiają też na inne wartości. Dlatego Mazda jest wygłuszona jak... limuzyna! Kierowca po zamknięciu drzwi praktycznie odcina się od świata - nie słychać ani innych pojazdów, ani hałasu np. centrum dużego miasta, a o pracy silnika w czasie jazdy świadczy głównie obrotomierz. Czy to dobrze? Ja jestem za! Szczególnie że po wybraniu ulubionej playlisty i za sprawą zestawu audio Bose, fotel za kierownicą CX-trzydziestki stawał się dla mnie miejscem w miniaturowej sali muzycznej.

Mazda CX-30: 2 litry, lekka hybryda i… No właśnie co?

Tak naprawdę w tej japońskiej bajce motoryzacyjnej byłoby wszystko idealne, gdyby nie... silnik. 2-litrowy motor Skyactiv-G jest wyśmienitą konstrukcją. Choć korzysta z bezpośredniego wtrysku, na próżno szukać w nim szarpania na niskich obrotach przed rozgrzaniem, choć to konstrukcja wyposażona w układ Mild Hybrid, ma 4 cylindry i 2 litry pojemności, choć musi myśleć o ekologii i potrafi spalić 7,3 litra benzyny w cyklu mieszanym, jednocześnie oferuje kierowcy aż 150 koni mechanicznych. A do tego na wyższych obrotach brzmi jak rasowa szlifierka, a przy niższych pracuje praktycznie bezdźwięcznie. W czym zatem jest problem? Problem jest w tym, czego w tym silniku nie ma. Brakuje mu nieco doładowania.

Mazda CX-30 - bo Japończykowi brakuje trochę werwy

Mazda CX-30 przyspiesza do pierwszej setki według specyfikacji w 8,8 sekundy. To nie jest zatem wolne auto i mocno czuć to w ruchu miejskim. Mocy zaczyna nieco brakować po opuszczeniu miasta. Gdy kierowca jedzie drogą krajową i chce dość szybko wyprzedzić np. ciężarówkę, musi zredukować nie jeden, a często dwa biegi. Tak, maksymalny moment obrotowy ma wartość 213 Nm, ale jest dostępny dopiero przy 4000 obr./min. Maksymalna moc sięga 150 koni, ale ujawnia się dopiero przy 6000 obr./min. Doładowanie sprawiłoby, że siła japońskiego benzyniaka byłaby dostępna szybciej, a elastyczność wyraźnie poprawiła się.

Zastrzeżenia - ale już bardziej kosmetyczne - mam też do gałki zmiany biegów. Skok lewarka przebiega precyzyjnie, a gałka jest mała i świetnie leży w dłoni. Niestety mi podczas zmiany przełożeń nieco przeszkadzał podłokietnik - blokował mi momentami łokieć.

Zobacz również:

Mazda CX-30: cennik japońskiego crossovera

Wnętrze Mazdy CX-30 wyraża siłę prostoty. Prostota nie oznacza jednak, że Japończycy odrzucili siłę współczesnych gadżetów. I widać to po liście wyposażenia auta - ta dosłownie pęka w szwach! Jako że testowa Mazda została skonfigurowana z wersją Hikari, auto otrzymało LED-owe światła, kolorowy wyświetlacz head-up, 18-calowe felgi aluminiowe, skórzaną tapicerkę w kolorze czarnym, elektryczną regulację fotela wraz z odcinkiem lędźwiowym oraz zestaw systemów bezpieczeństwa. A to wszystko za... 139 tysięcy złotych. Tak kwota wydaje się spora, ale czy jest za wysoka?

Za podobną sumę można kupić tak naprawdę podobnie wyposażonego, 150-konnego Golfa. I co więcej, CX-trzydziestkę da się skonfigurować zdecydowanie rozsądniej. Tak, dodatków będzie mniej, ale i wartość zakupu stanie się nawet o 10 - 15 tysięcy złotych bardziej atrakcyjna.

Test: Mazda CX-30 - jak podsumować japońskiego indywidualistę?

Mazda CX-30 ma całą masę asów w rękawie. Wygląda stylowo, może mieć piękny, krwisty lakier nadwozia, ma agresywne spojrzenie i kabinę, która sprawia wrażenie szytej na miarę. Poza tym konsola wygląda jak dzieło sztuki nowoczesnej, wyposażenie jest bogate, cena raczej nie specjalnie przesadzona, a technologia zdecydowanie sprawdzona. Tak, być może CX-owi nieco brakuje silnika doładowanego, mimo wszystko Mazda to świetne auto na co dzień. Nie, kierowca trzydziestki nigdy nie poczuje się jak drogowy samuraj. Z pewnością jednak otrzyma środek transportu, który da mu poczucie bezrefleksyjnego i niemęczącego podróżowania.

Mazda CX-30 Skyactiv-G 2.0 M Hybrid 150 KM - dane techniczne:

Mazda CX-30 Hikari Skyactiv-G 2.0 M Hybrid 150 KM - cena i wyposażenie:

Zobacz również: