Na ulicy rządzą pijani, agresywni menele! Bata na nich nie ma…

Na ulicy rządzą pijani, agresywni menele! Bata na nich nie ma…

Wydarzenia Bielsko-BiałaAutor: Marcin Płużekaccess_timechat_bubble_outline2

Ulica Kazimierza Wielkiego to jedna z wielu jej podobnych niewielkich uliczek położonych na obrzeżach centrum Bielska-Białej. Wyróżnia ją istotny i przykry dla mieszkańców szczegół: wieczorami strach się tam pokazywać. Na ulicy rządzą bowiem pijani, agresywni menele!

Mieszkańcy chcą kamery

la mieszkańców sytuacja stała się już nie do wytrzymania. Ratunku upatrują w kamerze monitoringu miejskiego, której oko miałoby bacznie obserwować to, co dzieje się w najbardziej newralgicznym miejscu. Czyli w rejonie skrzyżowania ulicy Kazimierza Wielkiego z ulicą Bohuna, gdzie funkcjonują dwa sklepy w których można kupić alkohol. Mieszkańcy chcą, aby władze miasta jak najszybciej taką kamerę tam ustawiły. Sprawa stanęła już nawet na forum Rady Miejskiej. „Lokatorzy położonych tuż obok bloków mieszkalnych obawiają się osób spożywających alkohol z uwagi na agresywne zachowanie nietrzeźwych, grożenie a także wyzwiska” – czytamy w interpelacji złożonej do prezydenta miasta przez radnego Karola Markowskiego.O tym, że jest tam bardzo nieciekawie czy wręcz niebezpiecznie, świadczą także statystyki. Tylko w ubiegłym roku służby porządkowe odnotowały w tym miejscu około 70 interwencji! (czyli średnio 1,5 na tydzień). Wszystkie dotyczyły spożywania alkoholu w miejscach publicznych, aktów chuligańskich czy zakłóceń ładu i porządku publicznego. Wystarczy też rzut oka na policyjną mapę zagrożeń, aby uświadomić sobie jak wielka jest skala tego zjawiska. Cały opisywany obszar upstrzony jest znacznikami oznaczającymi wykroczenia związane ze spożyciem alkoholu. Czy kamera mogłaby pomóc w ukróceniu tej patologii?

Blaski i cienie monitoringu

I tak, i nie. Z jednej strony – wynika z wypowiedzi strażników miejskich – tam, gdzie kamera zostaje zainstalowana, faktycznie obserwuje się pewien spadek popełnianych wcześniej wykroczeń. Jednak z drugiej, gdy się pojawi, ci, którzy wykroczenia te popełniali (chodzi najczęściej o amatorów tanich trunków pitych na świeżym powietrzu) przenoszą się w nieco inne – niemonitorowane – miejsce i proceder trwa w najlepsze. Tyle, że uciążliwości stają się udziałem kogoś innego. Kolejni mieszkańcy proszą więc o montaż kamery. Tymczasem nie da się kamer ustawić wszędzie (już teraz działa ich w mieście około setki, a do tego dochodzi prawie 70 działających w systemie ITS, monitorujących wybrane skrzyżowania i przystanki autobusowe). Raz – bo byłoby to wyjątkowo kosztowne przedsięwzięcie, dwa – bo życie w takiej „orwellowskiej” rzeczywistości nie dla wszystkich byłoby do zaakceptowania.Zastanawiające jest coś innego. Z tą patologiczną sytuacją na Ulicy Kazimierza Wielkiego nie mamy do czynienia od roku czy dwóch, lecz od wielu lat (pisaliśmy już niejednokrotnie na ten temat na łamach „Kroniki”) i nic się nie zmienia. Mieszkańcy się skarżą, monitują, żalą, a służby odpowiedzialne za porządek najwyraźniej nie są w stanie poradzić sobie z grupką pijaczków. I to niezbyt liczną, bo zazwyczaj podczas interwencji trzeba zdyscyplinować najwyżej kilka nietrzeźwych osób. Może po prostu trzeba zadziałać częściej, bardziej zdecydowanie, i to na kilku frontach. Nie jest bowiem tajemnicą, że meneli bynajmniej nie przyciąga w to miejsce urok ulicy Kazimierza Wielkiego, lecz możliwość zakupienia tam, nawet późną porą, alkoholu i wypicia go pod sklepem.

Więcej patroli!

Co zaś się tyczy kamery to niewykluczone, że zostanie zainstalowana. Jednak raczej nie wcześniej niż w przyszłym roku. Co prawda w tym straż miejska zamierza zamontować w mieście sześć kolejnych, lecz w miejscach już wstępnie wytypowanych, dla których przygotowano projekty techniczne takiego przedsięwzięcia. Kamery nie można bowiem ot, tak powiesić na słupie. Trzeba doprowadzić w to miejsce światłowód (lub radiolinię) i wszystko podłączyć do sieci miejskiego monitoringu. Poza tym, nie są to tanie rzeczy i wpierw w budżecie trzeba zabezpieczyć na ten cel spore pieniądze. Dlatego na razie – usłyszeliśmy w komendzie strażników – opisywany rejon zostanie – nie po raz pierwszy – ujęty w tak zwanej karcie zadań doraźnych, czyli spisie miejsc na terenie miasta odwiedzanych przez patrole straży miejskiej z dużą intensywnością o różnych porach dnia i nocy. Poza tym strażnicy apelują, aby żadne z popełnianych tam wykroczeń nie przechodziło bez echa. Proszą więc mieszkańców, aby za każdym razem, gdy tylko dochodzi tam do naruszenia porządku publicznego, wzywany był patrol policji lub straży miejskiej.