Strach, strach, rany boskie! – Listy ateistów 3.0 Menu Menu Zamknij POLITYKA Konto Konto Zamknij Konto Zamknij Szukaj POLITYKA Facebook Twitter Instagram iOS i Android Aplikacja Fiszki fiszki

Strach, strach, rany boskie! – Listy ateistów 3.0 Menu Menu Zamknij POLITYKA Konto Konto Zamknij Konto Zamknij Szukaj POLITYKA Facebook Twitter Instagram iOS i Android Aplikacja Fiszki fiszki

Czytam w jednym poważnym tygodniku, że w Szwajcarii działa cały szereg prywatnych klinik wyspecjalizowanych w terapii stanów lękowych. Aby taki luksusowy biznes się kręcił, potrzeba licznych klientów o dużych możliwościach płatniczych lub pacjentów w potrzebie. Większość tych klinik opiekuje się też ofiarami burnout, może chodzi więc o fenomen łatwy do leczenia?

Strach jest zjawiskiem normalnym, jednym z istotnych bodźców naszego zachowania. Ewolucja wpoiła nam na przykład lęk przed wężami i pająkami, którego się trzymamy, mimo że w naszych okolicach nie ma naprawdę jadowitych pająków. Nawet małpy mają w sobie ten strach. Wrzucisz do klatki z małpami plastikowego węża, to wpadną w panikę, chociaż urodziły się w zoo i nigdy węża nie widziały na oczy. Skąd ta panika?Zareagował mianowicie nasz gadzi (twór siatkowaty, retykularny) mózg. Najstarsza, wewnętrzna część, którą mamy wspólną z innymi zwierzętami, a która ewoluowała przez ostatnich 100 milionów lat. Jego główną funkcją jest opieka nad ciałem i dbałość o jego bezpieczeństwo. Tak więc mózg retykularny działa w momencie, gdy odczuwamy lęk i reagujemy automatycznie stając do walki, uciekając lub zamierając. Jego siłą jest zdolność zmuszenia nas do szybkiego działania w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia, może to odbyć się nawet poza naszą świadomością. Choć ów mózg odpowiada za reakcje, które zapewniają nam bezpośrednie bezpieczeństwo fizyczne, często może go zmylić wyobrażone zagrożenie.

Strach, strach, rany boskie! – Listy ateistów 3.0 Menu Menu Zamknij POLITYKA Konto Konto Zamknij Konto Zamknij Szukaj POLITYKA Facebook Twitter Instagram iOS i Android Aplikacja Fiszki fiszki

Pytanie, czy terapie lęków i fobii stały się konieczne, bo więcej ostatnimi czasy powodów do paniki, czy po prostu nie potrafimy już panować nad naszymi lękami.

W dzieciństwie bawiliśmy się w grę „chodzi lisek koło drogi”, pamiętacie? Czytam, że ta zabawa wywodzi się ze średniowiecza i symbolizuje lęk przed zarazą, która może każdego dopaść.Obdarzeni „prezentem” od liska stajemy się nosicielem… Trzeba więc go dogonić i oddać, zanim zajmie opustoszałe po nas miejsce.Czego baliśmy się jako dzieci? Wojna nam nie groziła, choć Hupka i Czaja próbowali rewizji granic, od ospy byliśmy zaszczepieni…Ha, w drodze do szkoły trzeba było bardzo uważać, wszak ksiądz na religii straszył: masz grzech niewyspowiadany (a onanizm to grzech!!!) ulica, samochód, siekanka-rąbanka i jesteś w piekle!A piekło? Wystarczy popatrzeć na obrazy Sądu Ostatecznego, których katecheta dziatwie nie szczędził i nagrobek własny rysować kazał.Wkrótce jednak strach przed piekłem zmienił się w zabawę i luz, nawet lęk przed bombą atomową zbladł dzięki rozsądnej polityce światowej, tylko dziewczyny bały się niepożądanej ciąży, a chłopaki – kioskarza z igłą… Papież Ratzinger rozjaśnił horyzont usuwając Limbus puerorum, a papież Franciszek nawet piekło postawił pod znakiem zapytania… Wkrótce jednak trochę się z tego wycofał, bo jakże tak? Niebo bez piekła, to jak mecz piłkarski bez bramki. Mimo to lęk katolików przed otchłanią piekielną powoli odchodzi do lamusa, protestanci już dawno się go pozbyli.Niedawno opublikowane badania mówią, że w Austrii zaledwie 39 proc. wierzy w boską wszechmoc, a w zmartwychwstanie ledwie co piąty, za to przesądy mają się dobrze. Każdy chce być zdrowy i przede wszystkim zdrowo umrzeć. Zaczyna się od drobiazgów. Etykietka „zdatne do spożycia do….” czytana jest jak „natychmiast trujące od…”Jeden z dawniej największych lęków, mianowicie – nie mieć wystarczająco dużo jedzenia, zmienił się w lęk przed nadwagą. Zagorzali wyznawcy „bio” recytują zalety takiego sposobu odżywiania jak credo, obsługa wegańskiej restauracji wzbrania się przed podgrzaniem porcji niemowlęcej papki, bo zawiera ona 8 proc. białka zwierzęcego!

Rząd szwajcarski zamawia od lat tzw. barometr strachu. Badacze opinii publicznej przepytują naród na temat trapiących go lęków, a te okazują się coraz bardziej różnorodne.W czasach Club of Rome było to zagrożenie deficytem energii, skażeniem radioaktywnym i zanieczyszczeniem powietrza. W roku 2000 stwierdzono, że maleje strach przed przestępczością. Instytut Kryminologii Uniwersytetu Zuryskiego obejrzał zatem te dane dokładniej. I co się okazało?Ludzie o poglądach prawicowych boją się bardziej niż ci o lewicowych. Francuskojęzyczni boją się bardziej niż niemieckojęzyczni, a najmniej boją się… niereligijni.W ostatnich 15 latach najwyżej na skali barometru znajdują się lęk przed bezrobociem i troska o zabezpieczenie materialne na starość, ale i one wraz z troskami dotyczącymi zdrowia, UE, ruchu drogowego i bezpieczeństwa socjalnego mają trend spadkowy. Jedyny zauważalny wzrost wykazują tylko troski związane z rosnącą liczbą cudzoziemców (aktualnie ponad 2,1 mln, z tego 1,4 mln z krajów EU/EFTA na ogólną liczbę ludności 8,5 mln)Wymienione lęki nie należą raczej do wymagających pobytu w klinice strachu.Nowoczesne lęki wyglądają na zagrzebane dużo głębiej w naszej psychice. Okazuje się, że 60 proc. Szwajcarów wierzy, że homeopatia jest równie skuteczna jak medycyna konwencjonalna (akademicka) i chciałoby mieć medycynę alternatywną w konstytucji. Podobna liczba jest przekonana, że dobre uczynki pociągają za sobą dobrą karmę, zwierzęta mają duszę, odwiedziny miejsc mocy (czakramów) wzmacniają duchowo, a telepatyczne porozumienie między ludźmi jest możliwe.Okazuje się zatem, że więcej osób wierzy w ezoterykę niż Boga, co z kolei pocieszające jest i powinno mniej strachu przysparzać.Ostatecznie trudno będzie prowadzić wojnę w imię homeopatii.Grafika: Edvard Munch, Geschrei, 1895 © The Munch Museum/The Munch Ellingsen Group/VBK/Wien 2009Tobermory