Dom na zgłoszenie ze starych okien. Polak dostał je za whisky

Dom na zgłoszenie ze starych okien. Polak dostał je za whisky

Nieruchomości drożeją w bardzo szybkim tempie, szczególnie w dużych miastach. Według danych Eurostatu w latach 2010–2020 przeciętne ceny mieszkań w UE poszły w górę prawie o 29 proc. W Polsce te wzrosty były bardzo zbliżone do średniej unijnej, ale w krajach takich jak Estonia, Luksemburg czy Węgry różnice są jeszcze większe (odpowiednio +113 proc., +100 proc. i +91 proc.). Dlatego w naszym regionie tak dużym zainteresowaniem cieszą się alternatywne sposoby na własny kąt, które pokazujemy w ramach serii "Mieszkaj inaczej". Dotychczas pisaliśmy m.in. o blokach jednorodzinnych stawianych na niewielkich placach czy całorocznych jurtach.

Dom na zgłoszenie ze starych okien

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Teraz porozmawialiśmy z Tomkiem Cinalem, który praktycznie sam buduje dom na zgłoszenie z przeszkloną fasadą zrobioną ze starych okien.

Skąd wziął się pomysł na dom z okien?

Tomek Cinal: Otoczona lasem polana, na której stawiam ten dom, była w mojej rodzinie od lat, należała jeszcze do pradziadka. Od dzieciństwa marzyłem, żeby coś na niej zbudować. Okazja do zrealizowania tego pomysłu nadarzyła się dopiero wtedy, kiedy przyjechałem do Polski w marcu 2020 r. Planowałem zostać tylko na tydzień, a następnie co najmniej na pół roku wrócić do Norwegii, gdzie pracowałem jako szef kuchni. Wybuchła jednak pandemia, restaurację zamknięto, więc zostałem w kraju i zamieszkałem u siostry. Któregoś dnia pojechałem na polanę pradziadka i uznałem, że skoro będę w Polsce na dłużej, to mogę w końcu spełnić swoje marzenie. Zdecydowałem się postawić tam tzw. domek na zgłoszenie, więc nie musiałem załatwiać dużo formalności i budowa szybko ruszyła.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Jeżeli chodzi o samą fasadę, to szukałem inspiracji, która pozwoli mi w pełni wykorzystać potencjał działki, a dokładniej malowniczego widoku na przełęcz położoną między dwoma górami w Beskidzie Małym. Taką możliwość dawały projekty z wykorzystaniem dużej liczby szyb, dlatego rozglądałem się za czymś w tym klimacie. Nie było mnie stać na wielkie przeszklenie, bo szyba o wymiarach 4,5 na 5 m prawdopodobnie kosztowałaby dziesiątki tys. zł. Nie chciałem też wprowadzać tam żadnej nowoczesnej bryły z plastikowymi oknami lub metalowymi ościeżnicami. Wtedy wpadłem na projekt pary z amerykańskiego stanu Wirginia, która postanowiła się wyprowadzić z miasta i tanim kosztem zbudować dom nad jeziorem. Zaczęli więc jeździć po pchlich targach i zbierać stare drewniane okna, ościeżnice, drzwi itd. Oni złożyli ten budynek z historii innych ludzi. Żaden z elementów nie został kupiony w sklepie, wszystko miało swoją duszę. To mnie zainspirowało do stworzenia podobnego projektu.

Czy twoja fasada też powstała z używanych okien?

Tak, to jest w ogóle świetna historia. Znalazłem stare okna skrzynkowe na OLX i okazało się, że wystawił je ktoś, kto mieszka dosłownie kilometr od mojego domu. Kiedy po nie pojechałem, właścicielka zapytała, jak chcę je wykorzystać, bo jeżeli planuję nimi np. palić, to ich nie dostanę. Wyjaśniła, że 50 lat wcześniej zrobił je ręcznie ojciec męża, który teraz ma do nich ogromny sentyment i chce, żeby komuś jeszcze posłużyły. Dlatego, wymieniając je, numerował poszczególne elementy i starannie wycinał ościeżnice, zamiast wyłamywać je łomem, a na końcu posegregował wszystko na paletach. Jak powiedziałem, do czego potrzebuję okien, to usłyszałem, że muszę wrócić wieczorem i poznać męża. Polubiliśmy się i dostałem te okna za butelkę dobrej whisky. To zresztą nie był koniec, bo później Andrzej bardzo mi pomógł.

Takich znajomości i okazji z OLX było więcej. Drewno na więźby dachowe kupiłem za połowę ceny od ludzi, którzy trzymali je przez 3-4 lata pod wiatą, więc było praktycznie nowe. Podobnie było z elewacją, która została zrobiona z desek poszalunkowych. Jeździłem po budowach i kupowałem je po 250 zł, czyli ponad trzy razy taniej od nowych, chociaż zostały użyte tylko raz do zrobienia szalunku, dzięki czemu były nawet lepsze, bo zostały zaimpregnowane przez beton. Na OLX znalazłem też ponad 100-letni piec, który przywiozłem z Milówki.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Wykorzystywałem stare elementy nie tylko ze względu na koszty, ale także po to, żeby to nie był jakiś chłam i żeby budować zgodnie ze sztuką. Praktycznie wszystko robię tu sam, chociaż nie mam wielkiego doświadczenia, bo wcześniej robiłem jedynie wykończenia takie jak gipsowanie czy malowanie ścian. Sporo wiedzy nabyłem na YouTube, gdzie każdy szczegół jest wytłumaczony krok po kroku. Rozmawiałem też z różnymi fachowcami. Bardzo zależało mi na dbałości o detale i solidność całej konstrukcji. Z tego powodu to wszystko nie było tak tanie, jak zakładałem na początku. Chodzi o to, że znajdowałem na OLX np. piękną lampę z 1979 r., która kosztowała 250 zł. To jest teoretycznie super cena w porównaniu do takiej ze sklepu, ale starą lampę trzeba przecież przygotować. Musiałem ją wyszlifować, pomalować, wymienić w niej elektronikę, wkręcić żarówki wspomagające wzrost roślin oraz zainstalować czujnik dotykowy. Przez to ona kosztowała 900 zł, czyli tyle, ile nowa. Dlatego teraz się śmieję, kiedy przypominam sobie, że mając w głowie wykorzystywanie starych elementów, początkowo mówiłem rzeczy w stylu "20 tys. zł i ten dom będzie stał". Tymczasem w ciągu prawie dwóch lat wydałem ponad 100 tys. zł, a budowa wcale nie jest jeszcze skończona.

Czy okna też musiałeś tak bardzo odnawiać?

Oczywiście, że tak. Jeżeli kupujesz nowe okna za kilkanaście tys. zł, to po prostu je wstawiasz. Ja swoje dostałem praktycznie za darmo, ale musiałem poświęcić im setki godzin. Tych okien jest chyba 48 i każde z nich trzeba było wyszlifować, wyciągnąć z niego kit, wyłożyć szybę, wyczyścić ją, ponownie włożyć, pomalować, a na końcu położyć silikon oraz uszczelnić. Początkowo miałem do tego bardzo dużą motywację, ale muszę przyznać, że kiedy po roku zostało mi jeszcze jedno do obrobienia, to miałem trochę dość. Ostatecznie było warto, ponieważ takie okna robią zupełnie inny klimat we wnętrzu niż te nowego typu. Oczywiście mają pewne mankamenty. Jak przychodzi naprawdę mocny wiatr, to mu się poddają i można wyczuć, że dmucha. Pogodne dni jednak to wynagradzają, bo promienie słońca przechodzące przez stare szkło, którego tafla nie jest idealna, tworzą w środku niesamowity pokaz świateł i cieni.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Do tego dochodzi jeszcze aspekt wykorzystania widoku, który pozwala poczuć wolność. Przeszklona ściana sprawia, że wnętrze jest bardziej otwarte i jakby zatopione w naturze, bo widać z niego sarny, wiewiórki, dzięcioły i drzewa, które ruszają się na wietrze. Dzięki niej salonowa część, która ma zaledwie 15 m2, będzie też sprawiać wrażenie większej, co dodatkowo spotęguje wysokość pomieszczenia, które ma aż 4,3 m. Jednocześnie okna nie odbierają prywatności, bo w sąsiedztwie działki nie ma żadnych domów. Prace co prawda wciąż trwają, bo jestem na etapie gipsowania ścian i będę jeszcze robił taras, ale już teraz wiem, że udało mi się tu stworzyć naprawdę fajną energię. Potwierdzają to moi znajomi, którzy czasem wpadają do mnie po pracy i mówią, że się tu bardzo uspokajają.

Czy przez te okna zimą tam nie jest zbyt zimno, a latem upalnie?

Latem rzeczywiście było ciepło, ale wystarczyła mała klimatyzacja, żeby odpowiednio wyregulować temperaturę. Jeżeli natomiast chodzi o zimę, to po prostu dobrze się na nią przygotowałem. Po pierwsze, praktycznie cały domek jest ocieplony grubą warstwą tzw. wełny dwudziestki. Po drugie, elewację zrobiłem z desek poszalunkowych, które są ponad dwa razy grubsze od standardowych desek sprzedawanych w marketach budowlanych. Udało mi się też zrealizować pomysł zielonego dachu, który podpatrzyłem w Skandynawii. To jest świetny sposób na termoizolację, który od razu zmniejszył straty ciepła.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Teraz jestem jeszcze w trakcie montowania mat grzewczych w podłodze, które równomiernie ogrzeją całą powierzchnię i będą bardziej energooszczędne. Na razie korzystam jeszcze ze starego pieca kaflowego, ale przy nim w środku robi się komin termiczny i większość ciepła ucieka do góry tak, że na antresoli mam upał, a na dole muszę dogrzewać. Jeżeli chodzi o same okna, to wymieniłem w nich wszystkie kity i uszczelki, więc tylko przy naprawdę dużych wiatrach bije od nich zimno. Dodatkowo one mają skrzyniową konstrukcję — każde ma dwie kwatery, tak że to też jest jakaś poduszka powietrzna, która izoluje wnętrze.

Dom na zgłoszenie ze starych okien. Polak dostał je za whisky

To wszytko robi spore wrażenie. Jak to się stało, że sam zaprojektowałeś ten dom, nie będąc architektem?

Architektem faktycznie nie jestem, ale przez jakiś czas studiowałem na tym kierunku. Zawsze lubiłem rysować, miałem zmysł przestrzeni i chodziłem na kursy przygotowawcze do egzaminów. Kiedy trafiłem na uczelnię, to po pół roku okazało się, że z moim zespołem nadpobudliwości psychoruchowej siedzenie nad kartką nie wchodzi w grę. Nabyłem jednak jakieś podstawy, co w połączeniu z późniejszymi doświadczeniami zawodowymi, podczas których nauczyłem się elementów stolarki czy wykończeniówki, pozwoliło mi stworzyć projekt tego domku. To jest zresztą dość szumne stwierdzenie, bo on się cały czas zmieniał. To nie było tak, że ja zobaczyłem ten amerykański dom z okien, siadłem przy biurku i wszystko dokładnie rozrysowałem. Najpierw powstawała bryła, a kiedy już gotowa, to wydzieliłem taśmą pomieszczenia, zacząłem planować instalacje itd. Oczywiście na początku musiałem zaprojektować konstrukcję i policzyć wszystko tak, żeby to później stało, ale wiele innych rzeczy wyjaśniło się w praniu.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Przywiązuję bardzo dużą wagę do detali, dlatego ta budowa tak długo trwa. Zależy mi na tym, żeby nic mnie tu nie denerwowało, przynajmniej jeżeli chodzi o rzeczy, które mogę sam przemyśleć. Zauważyłem, że ludzie, którzy budują domy, często są zbyt pochłonięci wizją szybkiego skończenia projektu. Przez to działają w pośpiechu, zapominając o wielu elementach, które wydają im się drobnostkami. W połowie prac jeszcze wchodzi etap oszczędzania, bo kończy się kredyt. Na koniec zostają z domem, który po kilku latach bardzo ich drażni, bo, a to rachunki są wysokie, a to w pokoju szuflada zahacza o kolano itd. Ja chciałem uniknąć takich sytuacji, dlatego np. schody na antresolę zrobiłem z zastosowaniem szyn z bram przesuwnych, dzięki czemu zajmują mniej miejsca i chowają się w ścianie, kiedy nie są potrzebne. Podobnie było z dużą szafą, którą połączyłem z wejściem do pomieszczenia gospodarczego, żeby oszczędzić trochę przestrzeni.

Jak to było możliwe pod względem formalnym, że budowałeś na podstawie własnego projektu, który cały czas ewoluował? Czy dlatego zdecydowałeś się na formę domu na zgłoszenia?

Tak, to był główny powód. Wróciłem z Norwegii i szybko chciałem zacząć budować dom, bo miałem takie możliwości. Jeżeli bym myślał o załatwianiu standardowego pozwolenia, to prawdopodobnie wszystko by się tak odwlekło w czasie, że zacząłbym dopiero teraz. Tymczasem w przypadku domu na zgłoszenie trzeba zanieść do urzędu rzut, gdzie zaznaczony jest tylko obrys budynku, nie ma tam szczegółów projektu. Są oczywiście pewne ograniczenia — nie możesz przekroczyć wysokości sześciu metrów i zrobić dwóch kondygnacji, a jeżeli w przyszłości planujesz wynajmować obiekt, to musisz robić jakieś dodatkowe testy przeciwpożarowe, odbiory elektryki itd. Dla mnie jednak to nie był problem, najważniejsze były kwestie czasowe. Ruszyłem więc szybko z budową i zamieszkałem w domu, jak tylko powstały ściany i sufit.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek CinalDom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Początki mojego życia tutaj były nieco pustelnicze, bo nie miałem łazienki, a w ścianach były dziury. Podczas pierwszej zimy zostały już zakryte, ale nie były też jakoś super wyizolowane. Żeby przetrwać, musiałem grzać na potęgę piecem kaflowym i dodatkowo gazowym. Czasem nie było łatwo, jak trzeba było o trzeciej nad ranem w tej kozie rozpalić, bo ogień wygasł i się nagle zrobiło 15 stopni. Postawiłem jednak na swoim i jakoś dobrnąłem do momentu, w którym mam łazienkę, ciepło w środku i tymczasową kuchnię gazową, bo na finalną będę musiał jeszcze trochę poczekać. Dzięki temu nie muszę już wszystkiego zamawiać i mogę sobie robić jedzenie tutaj. Teraz już właściwie dochodzę do momentu, w którym to miejsce zaczyna wyglądać jak dom, a nie jakaś leśna chatka.

Dlaczego tyle rzeczy robiłeś sam?

Przede wszystkim miałem czas, ponieważ wybuchła pandemia i nie mogłem wrócić do Norwegii, gdzie wcześniej pracowałem jako szef kuchni. Druga kwestia jest taka, że miałem sporo oszczędności, które udało mi się tam odłożyć przez 1,5 roku. Nie chciałem jednak angażować ekipy budowlanej, bo wiedziałem, że z tym wiązałyby się horrendalne koszty. Inna sprawa, że pewnie i tak nikt nie podjąłby się zbudowania tej fasady z okien, którą sobie wymarzyłem. Zależało mi też, żeby tu wszystko było takie "moje". Ja tutaj na wielu rzeczach zjadłem zęby. Przykładowo rozebrałem gotową już łazienkę, bo tzw. szpery między deskami mi się nie podobały.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek CinalDom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Trzeba też pamiętać, że korzystałem z pomocy przyjaciół, bez których np. nie wrzuciłbym ciężkich belek na wysokość sześciu metrów czy ponad trzech ton mchu na dach. Bardzo pomogła mi także muzyka, której jestem wielkim pasjonatem. Przy niektórych zadaniach pozostawało tylko puszczenie na słuchawkach ścieżki dźwiękowej z "Gladiatora" Hansa Zimmera, bo tam wjeżdżają takie emocje, że człowiek może pracować na 120 proc.

Ile mniej więcej zainwestowałeś w budowę domu?

Początkowo sądziłem, że wydam 20, 30 albo maksymalnie 50 tys. zł. Okazało się jednak, że trzeba liczyć się z większymi kosztami, nawet budując praktycznie samemu. To wiąże się nie tylko ze wzrostem cen materiałów, ale także tym, że wybierałem te z lepszej półki. Myślę, że finalnie wydam na całość jakiś 130-140 tys. zł.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Prawie wszystko to jest moja własna praca, bo z tego dosłownie jakieś 2 tys. zł zapłaciłem za podłączenie wody, przyciągnięcie przyłącza i wynajęcie koparki.

Czy przez ten cały czas zajmowałeś się wyłącznie budową domu?

Nie. Jak wróciłem do Polski, to zacząłem współpracować ze znajomym, z którym składamy meble i kuchnie. To jest dorywcza praca, więc możemy elastycznie dostosowywać ją do swoich potrzeb i umawiać klientów tak, żeby nam pasowało. Dodatkowo pasjonuję się też fotografią i zaczynam robić pierwsze płatne sesje, tak że pod tym względem też coś się dzieje.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

Czy zamierzasz wykorzystać doświadczenia, które nabyłeś przy okazji tego projektu?

W przyszłości planuję postawić tu więcej podobnych domków, w tym małą restaurację, żeby inni mogli tu przyjechać, wyłączyć głowę, napić się dobrego wina, poczytać książkę na hamaku, posłuchać muzyki z winyli i obejrzeć film w kinie plenerowym. Chciałbym pokazać ludziom takie proste szczęście, o którym w Polsce często się zapomina, w przeciwieństwie np. do Skandynawii. Wydaje mi się, że u nas trochę brakuje takich miejsc, w których widać czyjeś serce. W nich taka zwykła romantyczna kolacja ma zupełnie inny wydźwięk niż w typowej restauracji, w której jesz, pijesz, płacisz i nawet za bardzo nie obracasz się dookoła. Oczywiście zdarzają się klimatyczne knajpy, ale chodzi o to, żeby stworzyć coś takiego, co naprawdę oderwie ludzi od codzienności.

Dom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek CinalDom na zgłoszenie ze starych okienFoto: Tomek Cinal

ENTR to nowa przestrzeń dla otwartej i autentycznej dyskusji o teraźniejszości oraz przyszłości młodych Europejczyków. Jego celem jest przede wszystkim wspieranie dialogu na temat głównych problemów młodego pokolenia przy jednoczesnym uwzględnieniu wszystkiego, co czyni je różnorodnym, a także pielęgnowanie świadomości jego europejskiej tożsamości.

Wszystko zależy od Ciebie! ENTR i co dalej?!